W kręgu perfum od zawsze trwa cicha rywalizacja o to, która nuta kusi bardziej: kawa czy herbata. Obie mają swoich wiernych fanów, obie są aromatami kultowymi, niemal ikonicznymi, ale każda gra w zupełnie innym zespole. Kawa jest głośniejsza, mocniejsza, pełna zdecydowanego charakteru. Herbata bardziej przejrzysta, lekka, czasem schowana gdzieś między wierszami, lecz wciąż magnetyczna na swój spokojny sposób.
W perfumerii te dwa napoje pojawiają się dziś wyjątkowo często, jednak w olfaktorycznym świecie potrafią zachowywać się zupełnie inaczej niż w filiżance. Czasem są kuszące, czasem nostalgiczne, a czasem zaskakująco zmysłowe oraz lekko nieoczywiste. I choć każdy akord gra swoją własną melodię, to zgodnie wywołują ten sam błogi dreszcz, który pojawia się przy pierwszym łyku ulubionego naparu wypijanego na werandzie, zanim dzień jeszcze zdąży się rozpędzić.
Kawa w zapachach zawsze robi wejście. Jej aromat „wchodzi” w nos jak ciepła fala, która uderza przy otwarciu drzwi kawiarni, gdzie w powietrzu unosi się woń świeżo zmielonych ziaren, gorącego mleka i przyjemnej goryczki. W końcu nie bez powodu kawa jest okrzyknięta „napojem bogów”. Od wieków traktowano ją jak coś więcej niż zwykły trunek. Dodawała energii, wyostrzała uwagę, wprowadzała lekki impuls do działania. W perfumach działa podobnie. Absolutnie nie znosi stania w kącie, za to znacznie bardziej odpowiada jej wyraźne zaznaczenie swojej roli.
W zależności od kompozycji kawa potrafi stać się:
Herbata natomiast brzmi inaczej, to zupełnie inny wymiar w porównaniu do czarnego ekstraktu. Jej obecność zazwyczaj jest subtelna, ale niezwykle sugestywna, ponieważ nie próbuje dominować jak akord kawy, lecz tworzy wokół kompozycji miękką przestrzeń. Jest jak oddech między jednym a drugim zdaniem. Ponadto, ze względu na swoją różnorodność, herbaciane nuty mają wyjątkową umiejętność zmiany atmosfery i potrafią wybrzmieć:
Choć może się wydawać, że wystarczy wrzucić do flakonu odrobinę zmielonych ziaren albo fusów po herbacie, rzeczywistość jest o wiele bardziej złożona. W perfumerii nic nie pachnie tak prosto, jak w kuchni. Kawa i herbata nie oddają aromatu w klasycznej destylacji, dlatego perfumiarze muszą je odtwarzać, składać, budować niemal jak zapachowe origami.
Aromat kawy najczęściej powstaje z absolutu lub z połączenia molekuł, które wnoszą gorycz i palone nuty. To komponowanie w oparciu o skojarzenia, bo kawa w zapachu ma brzmieć jak doświadczenie, a nie jak sam surowiec.
Herbata to jeszcze ciekawszy temat. Naturalny absolut z liści pachnie bardziej jak wysuszona roślinność niż napar, dlatego perfumeria posiłkuje się specjalnie dobranymi materiałami: izomaltą, tonami zielonymi, cytrusowymi, kwiatowymi, a nawet ozonowymi. To właśnie one tworzą iluzję świeżo zaparzonej herbaty
W efekcie zarówno kawowe, jak i herbaciane akordy nie są dosłownym odwzorowaniem napojów, lecz ich interpretacją. To wyobrażenie, które łączy smak, wspomnienie, teksturę i emocje, a dopiero na końcu sam woń.
W perfumach odpowiedź wcale nie jest oczywista. Kawa i herbata tworzą dwa różne światy, oba równie pociągające. Jedne kompozycje przypominają gęsty aromat nocnej kawiarni, inne spokojny poranek z esencją parzoną powoli przy promieniach wschodzącego słońca.
Niezależnie od tego, czy zapach jest kofeinowy i mocny, czy lekki i herbaciany, oba kierunki mają jedną wspólną cechę: luz, który potrafi uporządkować dzień albo rozlać po nim trochę przyjemnego chaosu. Wybór między nimi to sprawa nastroju: potrzeby energii albo ciszy, która układa myśli na swoje miejsca. Choć równie dobrze może to być zwykłe pytanie dnia: kawa, herbata… czy może duet, który zagra wszystko naraz?