Wanilia kusi słodyczą, karmel oblepia zmysły ciepłem, a czekolada natychmiast uruchamia znajome skojarzenia z deserem. Na ich tle ryż wydaje się wybitnie skromnym bohaterem olfaktorycznego świata. Blady i pozbawiony spektakularnego aromatu, teoretycznie nie powinien walczyć o uwagę z klasykami słodkiej rodziny. A jednak! Coraz śmielej pojawia się w niszowych kompozycjach wprowadzając do nich coś, czego nie potrafi zapewnić kolejna porcja lukru i cukru pudru.
Ryż w perfumach może pachnieć mleczną parą, delikatnym pudrem, czystą tkaniną albo miękką skórą muśniętą luksusowym kremem. Innym razem staje się lekko orzechowy, prażony, suchy i niemal popcornowy. Co więcej, potrafi przy tym pozostać jednocześnie jadalny, drzewny, a także szalenie intymny.
W przypadku wielu klasycznych surowców sprawa wydaje się nieskomplikowana: róża oddaje swój drogocenny olejek, a cytrusy dzielą się esencją ze skórki. Ryż natomiast stawia przed twórcami zupełnie inne wyzwanie, ponieważ nie funkcjonuje jako gotowy, naturalny ekstrakt dozowany z buteleczki. Najczęściej to misternie zbudowany akord, czyli celowa iluzja zapachowa powstająca na stole w laboratorium.
Twórcy stają przed arcytrudnym zadaniem oszukania ludzkiego nosa i odtworzenia faktury, temperatury oraz smaku drobnego ziarna. Zamiast dosłownego składnika otrzymujemy zapachowy hologram złożony z kilku innych, znanych nut. To, jak ostatecznie zabrzmi i w jakim kierunku podąży zależy od tego, po jakie molekularne "cegiełki" sięgnie nos. A możliwości ma co najmniej kilka.
Pierwsza odsłona skutecznie zrywa z wizerunkiem gourmandu jako deseru oblanego gęstym syropem. Zamiast tego pojawia się wrażenie ciepłej pary i czegoś niesamowicie miękkiego, co funkcjonuje wybitnie blisko ciała. Aby oddać ten puszysty efekt oraz matową, skrobiową teksturę, perfumiarze najczęściej sięgają po nowoczesne białe piżma oraz chłodny korzeń irysa lub heliotrop.
W takim wydaniu perfumy z nutą ryżu tracą kuchenną wilgotność stając się jasnym, suchym pyłem. Irysowa, chłodna natura błyskawicznie przesuwa kompozycję w stronę posągowej elegancji. Ryżowy akord przestaje pełnić rolę jedzenia, a staje się wyrafinowaną teksturą przypomina matową powierzchnię drogiego papieru, jasna poświata osiadająca na drewnie albo cienką warstwę luksusowego kosmetyku roztartą pomiędzy palcami.
Kolejna twarz ryżu zachowuje własną, unikalną tożsamość pachnąc jak azjatycki, mleczny deser np. mango sticky rice. Wówczas do gry na laboratoryjnym stole wchodzą laktony (związki o wyraźnie śmietankowym profilu) oraz kremowy sandałowiec. W połączeniu z wanilią, kokosem czy migdałem, zapach zaczyna przypominać gęsty pudding lub kleistą masę.
Słodycz ta bywa jednak znacznie spokojniejsza od tej znanej z typowo karmelowych propozycji. Nie jest szklista jak wata cukrowa, ani ciężka jak czekoladowy krem. Ryżowa miękkość okazuje się w tym przypadku zgaszona i kojąca. Właśnie tutaj doskonale widać, jak perfumy gourmand z ryżem potrafią daleko odejść od równania „słodkie = cukrowe”. Czasami o wiele bardziej kusząca od samego smaku bywa doskonała iluzja gładkości.
Świetnym przykładem nieoczywistego podejścia do tematu są niszowe perfumy z ryżem Mon Santal marki Astrophil & Stella. Twórcy zrezygnowali tu ze sztywnych reguł i wrzucili ryż w sam środek wibrującego, przyprawowego otwarcia. Ziarno śmiało miesza się z pikantnym kardamonem, gałką muszkatołową i kwaskowatym echem rabarbaru. Zamiast osunąć się w stronę kulinarnego aromatu zapach szybko skręca w mroczniejsze terytoria. Ryż spotyka na swojej drodze dymne kadzidło oraz palo santo, złagodzone jedynie kroplą mlecznych laktonów. Wreszcie całość miękko opada na szlachetną bazę, w której króluje australijski sandałowiec ocieplony karmelem, wanilią i ambroksanem.
Mon Santal to fenomenalny przykład, gdzie ryż staje się sprytnym łącznikiem pomiędzy ostrymi przyprawami a wyszukanym drewnem zachowując wytrawny kontur kompozycji.
Ostatnia odsłona ucieka od gładkiego puszku, pokazując bardziej suchą, znacznie cieplejszą stronę. Aby akord zyskał autentyczny charakter, chemia perfumeryjna wytacza ciężkie działa: 2-acetylo-1-pirolinę (2-AP). To organiczny związek odpowiadający za zapach aromatycznych odmian ryżu, takich jak np. basmati. Jego obecność natychmiast wnosi do esencji genialne echo prażonych orzechów, rozgrzanego ziarna i czegoś lekko tostowego, co potrafi balansować na granicy zapachu popcornu. Taki profil wyśmienicie współpracuje z sezamem, tonką czy suchymi nutami drzewnymi serwują chrupiącą fakturę. Jak widać, odpowiednio poprowadzony ryż staje się równie wciągający jak kawa czy kakao, zachowując przy tym o wiele więcej wysublimowanego szyku.
Zbożowe kompozycje stanowią doskonały wybór dla osób poszukujących w zapachach wyciszenia, subtelności i intymności. To terytorium zarezerwowane dla nosów wyraźnie zmęczonych natarczywą, mainstreamową słodyczą, która dominuje otoczenie. Akordy opierające się na tym drobnym ziarenku oferują zupełnie nowy wymiar zmysłowości: trzymają się blisko ciała, zapewniają komfort i noszą się z ogromną klasą.
Trudno o drugi tak plastyczny składnik w palecie perfumiarza. Odkrywanie pachnideł z nutą ryżu przypomina fascynującą grę w skojarzenia, w której każdy kolejny testowany flakon potrafi diametralnie zmylić zmysły. Raz będzie to chłodny dystans, innym razem rozgrzewająca, bezpieczna aura. Zdecydowanie warto dać się zaprosić do tego niszowego świata i przekonać się na własnej skórze, którą ze swoich licznych, tak misternie utkanych masek ten olfaktoryczny kameleon zdecyduje się zaprezentować.