W perfumerii od lat funkcjonował jasny podział: słodycz była słodka, a gourmand kojarzył się z wanilią, karmelkami, puszystą bitą śmietaną i zapachową beztroską rodem z cukierni. Tę estetykę budowano latami aż w końcu stała się tak oczywista, że przestała zaskakiwać, a obowiązujący schemat wyczerpał swoje możliwości oraz… po prostu się znudził, wręcz przejadł. Dlatego współczesna perfumeria (szczególnie niszowa) zdecydowała się pójść w nieco inną stronę i właśnie w tym miejscu pojawia się nowy kierunek: gourmand bez słodyczy. Kategoria, która pachnie jak pełnoprawne danie, a nie jak lukrowana fantazja. Słodycz przestaje być cukrowa, a kompozycje jadalnianie nie pachną już tylko deserami. Zamiast tego wkraczają aromaty wytrawne, kulinarne, gęste, teksturalne, kojarzące się z kreatywną kuchnią aniżeli z babeczką z kremem.
Nie stało się to z dnia na dzień i jest to naturalny efekt dojrzewania perfumowej publiczności. Kiedy przez lata karmiono klientów cukrową infantylnością i waniliowymi objęciami, w końcu większość osób zaczęła szukać czegoś innego, bardziej dorosłego oraz zaskakującego. Czegoś, co nie pachnie jak powrót z urodzin pięciolatka, tylko jak kolacja w restauracji, w której szef kuchni bawi się smakami tak, jak perfumiarz bawi się akordami.
Do głosu doszła moda na kulinarny eksperyment. Skoro w gastronomii można łączyć czekoladę z chili, pomidory z oliwą z oliwek albo karmelizowaną cebulę z borowikami, to dlaczego nie przenieść tej kreatywności do flakonu? I tak oto nowoczesny gourmand przestał być słodką pocztówką z cukierni, a zaczął przypominać wytrawną degustację, w której deser nie musi być różowy, a słodycz wcale nie musi być cukrem.
Nowoczesne gourmandy pachną kuchnią odważną, kreatywną i współczesną, a momentami przypominają menu w restauracji. Swój charakter budują przede wszystkim niekonwencjonalnymi dodatkami:
• słone tony— tak, w 2026 roku sól w perfumach to nowa wanilia. Podkręca, zaostrza, wydobywa aromaty niczym dobre wykończenie dania.
• przyprawy kuchenne — pieprz, prażone ziarna, kardamon, szafran, gałka muszkatołowa. Są ostre, żywe, czasem gorzkawe. Nie mają nic wspólnego z lukrową dekoracją.
• dymne i pieczone brzmienia — nuty przypominające grillowane owoce, prażony popcorn, przypieczone toffee i dym z ogniska serwują zmysłowe oraz głębokie doznania.
• tłustość i tekstury — oleistość orzechów, kremowość tahini, maślaność brioche. Nie są słodkie, a pachną szalenie apetycznie.
• nuty fermentowane — soja, ocet balsamiczny, ciemne piwa. Mają charakter, głębię i dają efekt „wow” tam, gdzie klasyczny gourmand jest już zbyt przewidywalny.
Dlaczego te zapachy są tak ekscytujące?
Nowoczesny gourmand to zapach dla tych, którzy mają dość deserów i chcą czegoś, co pachnie jak doświadczenie, a nie jak półka ze słodyczami. Jest odważny, niekiedy dziwny, czasem teatralny, ale zawsze fascynujący. Daje wrażenie obcowania z czymś żywym, strukturalnym, wielowymiarowym. To perfumowa sztuka kulinarna, w której balsamiczny sos może spotkać się z palonym drewnem, a ziemniaki z paczulą na dnie piwnicy. Puenta jest taka, że nagle okazuje się, iż gourmand nie potrzebuje ani grama cukru, by rozpalić wyobraźnię oraz pokazać, że prawdziwy smak zaczyna się tam, gdzie kończy się słodka glazura.