Temat feromonów w perfumach wraca regularnie jak bumerang. Zwykle wtedy, gdy pojawia się pytanie o przyciąganie, chemię i to słynne „coś”, czego nie da się do końca wytłumaczyć. Jedni wierzą w nie bez zastrzeżeń, inni machają ręką i wrzucają do worka z marketingowymi chwytami dobrze brzmiącymi jedynie na etykiecie. Prawda jest taka, że wokół feromonów narosło sporo mitów, półprawd i obietnic, które brzmią kusząco, zwłaszcza gdy w grę wchodzą emocje i relacje.
A jak jest naprawdę? Czy perfumy faktycznie mogą działać jak niewidzialny magnes, czy raczej to my dopisujemy im tę historię? Klasycznie, jak to w świecie zapachów bywa (i nie tylko!), prawda leży gdzieś pośrodku, a w tym artykule rozwiewamy wszelkie wątpliwości!
Feromony to substancje chemiczne wykorzystywane przez zwierzęta do komunikacji między sobą. Sygnalizują gotowość do rozmnażania, ostrzegają albo pomagają rozpoznawać członków stada. Tam wszystko działa dość czytelnie i bezdyskusyjnie. U ludzi natomiast temat wygląda inaczej oraz jest bardziej złożony. Choć również wytwarzamy związki chemiczne, które mogą wpływać na postrzeganie drugiej osoby, nie działają one w tak prosty i jednoznaczny sposób jak u zwierząt.
Ludzkie feromony nie pachną w klasycznym tego słowa znaczeniu i nie wywołują automatycznych reakcji. Zamiast tego subtelnie splatają się z zapachem skóry, energią i ogólnym wrażeniem, jakie ktoś na nas wywiera, jednocześnie sprawiając, że temat feromonów u ludzi robi się dużo bardziej skomplikowany.
W perfumach nie znajdziemy ludzkich feromonów w czystej postaci. Zamiast tego stosuje się specjalne molekuły zapachowe, które mają naśladować skojarzenia związane z bliskością i naturalnym zapachem ciała. To nie są substancje wywołujące konkretne odczucia, lecz składniki budujące określony klimat: miękki i bardzo osobisty.
Najczęściej są to nuty, które:
Dlatego w tej kategorii tak często pojawiają się kompozycje:
To właśnie te składniki odpowiadają za tzw. „efekt feromonowy” w perfumach i nie przez biologię, a jak widać przez skojarzenia i aurę jaką daje zapach po ułożeniu się na ciele
Mit marketingowy czy sprytna sugestia?
Hasło „perfumy z feromonami” brzmi obiecująco, ale w praktyce jest raczej skrótowym opisem pewnego efektu, a nie naukową obietnicą. Nie chodzi o to, że flakon zawiera tajemniczy składnik wywołujący reakcję po drugiej stronie, lecz o to, jak zapach wpływa na tego, kto go nosi… a w rezultacie także na odbiorcę! Dokładnie tak, nazywamy to paradoksem feromonów. Polega on na tym, że perfumy nie działają bezpośrednio na drugą stronę, tylko najpierw na osobę, która je nosi.
Jeśli dana kompozycja sprawia, że ktoś czuje się swobodniej, pewniej i bardziej komfortowo we własnej skórze, to ta zmiana jest zauważalna dla otoczenia. Postawa, gesty i sposób bycia robią często większą różnicę niż sam aromat. Dużą rolę odgrywają też indywidualne skojarzenia. Dla jednych atrakcyjna będzie miękka czystość i subtelność, a dla innych coś cięższego, bardziej wyrazistego albo mroczniejszego. Dzięki temu zapach trafia w gust, wspomnienia i emocje, które każdy nosi w sobie inaczej.
Dlatego nie istnieje uniwersalny przepis na akord, który „zadziała” na wszystkich. To, co dla jednych będzie magnetyczne, dla innych może pozostać zupełnie neutralne i to jest absolutnie normalne. Właśnie ten mechanizm bywa mylony z działaniem feromonów. To nie zapach „robi robotę” w pojedynkę, tylko całość: perfumy, osoba i energia, którą się wnosi do relacji, a co za tym idzie - odbiór.
Jak widać, finalnie feromony nie są mitem w stu procentach, ale z drugiej strony nie działają też jak zaklęcie. To raczej subtelny efekt dobrze skomponowanej całości, który potrafi podkreślić bliskość, ciepło, dodać pewności i sprawić, że kontakt staje się bardziej naturalny.
Same w sobie nie zastąpią jednak energii ani autentyczności rodzącej się między ludźmi. Owszem, mogą delikatnie podkręcić atmosferę i dodać odwagi, ale prawdziwa iskra zawsze pojawia się poza światem nut zapachowych. I szczerze mówiąc: to dobrze! Gdyby istniała jedna recepta na chemię, randki szybko straciłyby swój urok, a tak wilk syty i owca cała: można dać się ponieść nastrojowi, ale decyzje i tak zapadają gdzie indziej.